Opuszczone wsie

Nie będę się tutaj rozpisywał o miejscowościach, których już nie ma, zrobili to już inni przed nami. Kieruję na strony:

Nieistniejące miejscowości w bieszczadach [mapa] [Bieszczady.pl]

Dawne wsie w Bieszczadach [TwojeBieszczady.pl]

Miejscowości widma… Wsie i miasta, które przestały istnieć [GazetaLubuska.pl]

Są też tacy, którzy szukają konkretnych lokacji na np. postrzelanie:

Urbex Podkarpacie i Forgotten.pl

Czemu nas to może interesować? Są budynki, które mogłyby nas zaintereseować a wyłącznie niszczeją. Może ktoś chciałby je odsprzedać za bezcen? 😉

Reklamy

Chyża tarpem stoi. Zawadka Rymanowska czaruje.

Kontynuując przewodnik chatkowy dobrnęliśmy do Studenckiej Chaty w Zawadce Rymanowskiej. Była kolejnym przystankiem w letniej wędrówce przez Beskid Niski.

Z Teodorówki przeszliśmy przez Cergową, żeby spaść przy cerkwi. Wysłuchaliśmy opowieści Pana Kościelnego, który pamiętał czasy, gdy trzeba było przy granicy uważać, gdy Beskid był wyludniony a życie oderwane od tego, co działo się w kraju. Z resztą w niektórych miejscach nadal tak jest.

DSC_0360

Historia cerkwi w Zawadce niczym się nie różni od innych w Beskidzie Niskim. Ciekawostką natomiast jest to, że…wystarczyło tylko na chwilę się zatrzymać a Pan Kościelny od razu zaprosił do środka, pogawędził o dawnych dziejach, choć o cerkwi nie wiedział zbyt wiele.

Naszym celem jednak była chata, którą opiekuje się SKPB Lublin. Przywitano nas tam bardzo ciepło i serdecznie hrebatką w ślicznej kuchni. Chata w Zawadce jest chyżą, której udało się przetrwać akcję Wisła (odsyłam do wujka google) więc dla nas do nielada gratka. Szliśmy tam z lekką ekscytacją. Nareszcie chyża z prawdziwego zdarzenia. Obejrzymy sobie dokładnie co i jak.

DSC_0363

Nic z tego jednak, i głownie skupiliśmy się w kuchni. Chata jest bazą członków lublińskiego skpb i oni, w swoim gronie zapełniają większość pomieszczeń. Anonimowy turysta może poczuć się lekko onieśmielony ale chatkowa przyjazna, dzięki czemu poczuliśmy się oczarowani atmosferą stuletniego domu. O samej chacie można poczytać tu: http://www.skpb.lublin.pl/zawadka/baza/DSC_0362

Ze względu na psa, zaproponowano nam nocleg w spichlerzu. – Ale uważajcie na szerszenie!- ktoś zakrzyknął spod chaty. Grzecznie podziękowaliśmy i po kolacji postanowiliśmy spędzić noc pod tarpem. Z radością zeszliśmy po wąskich schodkach, żeby rozbić nasz schron.

DSC_0369

Tak się prezentował o poranku, po burzowej nocy. Był to niezwykle bliskie spotkanie z naturą, burzą i deszczem. Kiedy od piorunów oddziela tylko cienki kawałek materiału, nie ma podłogi a pies chodzi po głowach i wiatr wdziera się do środka, to wiadomo, że noc jest niezwykła. Stanowczo tarp wygrywa z namiotem. Choćby dlatego, że jest lekkim i prostym schronieniem.Domyślam się, że w chacie jest przytulnie i ciepło. Ktoś spał i może potwierdzić? 🙂 W chacie szybkie śniadanko i powędrowaliśmy przez barszcz Sosnowskiego na Piotrusia prosto do Zyndranowej!

 

 

c.d.n

Czym chata bogata. Teodorówka w deszczu.

Od dawna u nas cisza. Jej powodów jest wiele ale nie ustajemy w dążeniu do celu. Zapraszamy za to na Przypadkowy Przewodnik po Chatach Studenckich Beskidu Niskiego. Oczywiście nie byliśmy we wszystkich ale i tak warto napisać parę słów. Bo czemu nie? One też mają góry w domu. W swoich kuchniach goszczą strudzonych turystów, imprezowych studentów, przewodników czy innych włóczęgów. Czeka kilka wpisów, bo każda z czterech odwiedzonych przez nas Chat jest unikatowa, jedyna w swoim rodzaju. Na początek: Co to w ogóle są te chaty?

Obecnie Studenckie Chaty i Bazy Namiotowe jakie możemy znaleźć w spisach, nie są stricte miejscami studenckimi. Jednak kiedy studenckie kluby turystyczne w latach sześćdziesiątych przeżywały swój rozkwit, szukały baz w górach tylko dla siebie. Zwykle po przezwyciężeniu przeszkód finansowo-prawnych udawało się zdobyć jakąś chatę na końcu świata w stanie technicznym zwykle wymagającym mnóstwa pracy. Pierwsze chaty należały do klubów turystycznych z Gliwic i Katowic. Z założenia nie miały być zwykłymi schroniskami. Stanowiły bazę danego klubu. Miejsce, do którego się jedzie posiedzieć przy piecu, grać na gitarze i snuć wędrowcze plany. Były sceną wielu hucznych imprez i sposobem na alternatywne życie. Pierwszą chatą w Beskidach była, nieistniejąca już, chata na Sulowej Cyrli u stóp Babiej Góry. Po niej nastąpił rozkwit i jednocześnie powstała nowa forma turystyki. Z biegiem czasu bazy studenckie zamieniły się w schroniska. I wciąż są tym ciepłym światłem w deszczu i we mgle, na zgubionym szlaku. A czasem, trzeba się zgubić, żeby do nich trafić.

Na początku naszej wędrówki po Beskidzie stanęła, dobrze już nam znana, chata należąca do SKPB Warszawa w Teodorówce. Nie była w planach. Pierwotnie mieliśmy zacząć trasę biegnącą przez Słowację, lecz los zdecydował inaczej. Późno w nocy, porzuciwszy samochód na nowym, acz błotnistym, parkingu, zapukaliśmy do drzwi…

DSC_0263

To dom z lat 40-tych, położony u podnóża wzgórza Franków, na zboczu Gór Iwelskich. Największą zaletą „Teodorówki” jest malowniczy widok na Cergową, Duklę i pasmo Chyrowej. Leży w pobliżu Dukli, wiedzie do niej nieprzyjemna droga asfaltowa, która może lekko zniechęcić. Zejście z Chyrowej na asfalt i dalej do chaty to męka – szczególnie w duszności letniego deszczu, i w towarzystwie pęcherzy na stopach. Asfalt to zło. A gdyby tak wytyczyć ścieżkę przez łąki…?

Z Teodorówką wiąże nas pewien sentyment, dlatego postaram się wspiąć na wyżyny obiektywizmu. Wieść niesie, że SKPB Warszawa nabyło dom w stanie bardziej opłakanym, niż nie. Udało się jednak wyremontować jego część sypialną, w tym roku powstał lotniskowiec – dwupiętrowa prycza, co sprawia, że nocleg jest już praktycznie luksusowy. Nie było nam jednak dane wypróbować materacy, bo wędrujemy z psem – szkoda ich było – takich nowych, świeżych i białych. Pewnie po pierwszym sezonie przestaną takie być. Cóż, życie. Reszta chaty jest dużo mniej luksusowa. Najgorsze wrażenie robi odpadający tynk i poprzyklejane do ścian karimaty. Jednak… kiedy jest się niewybrednym, mało to przeszkadza, choć trochę złości, gdy się widzi podupadający dom. Jednak wierzymy w to, że opiekunowie chaty, wraz z dzielnymi pomocnikami, walczą o to, żeby się nie przewróciła i nie rozsypała w pył. W Teodorówce, jak i w innych chatach, funkcjonuje stanowisko Chatkowego. Jest to osoba odpowiedzialna za dom, w przypisanym sobie terminie. Jej zadaniem, w skrócie, jest dbanie o chatę i gości. Chatkowi zmieniają się co około tydzień i nie zawsze rzetelnie wypełniają swoje obowiązki. To przykre, bo dom utrzymywany jest z niewielkich przychodów z noclegów, 1%, budżetu SKPB i raczej skromnych datków pakowanych do słoja „Na remont…”.

Wszelkie sprawy organizacyjno techniczne znajdują się tu: http://www.skpb.waw.pl/chata.html

DSC_0232

A jak nas gościła Teodorówka? Przyjaźnie i ciepło. Jako nieliczni z odwiedzających dostaliśmy herbatę na wieczór, a rano nawet śniadanie. Jak zwykle trochę pomogliśmy, trochę posprzątaliśmy i naprawiliśmy. Przyjemnie jest się tam odciąć od internetu. Dyndać na hamaku między jabłonkami czytając książkę i świętując festiwal drzemania. A gdy chłodno wieczorem, rozpalić w piecu i rozmawiać do późna. Teodorówka jest spokojna, trochę samotna i melancholijna. Nawet jeśli śpi się na podłodze, to nie gniecie w bok, bo cisza otula. A rano, z kubkiem kawy podziwiać można mgłę w dolinie, albo słońce otulające Cergową. Dla nas były to tym razem mroczne deszczowe chmury przewalające się po niebie i niosące burzę, za burzą (lu: które też podziwialiśmy, bo mają dla nas ogromny urok – czy to z dołu, czy z boku ;)). Udało nam się jednak wypróbować tarp w połączeniu z hamakiem

DSC_0440.jpg

O tym sposobie nocowania napiszemy więcej kiedy indziej. Póki co- wspaniale!

Teodorówka była pierwsza i ostatnia na trasie naszej wędrówki. Po niej poszliśmy do Zawadki Rymanowskiej, o której napiszę w następnym odcinku.

Pierwszy dom. Dom rozczarowań

Lokalizacja miała być fantastyczna. W miejscu spotkania Beskidu Sądeckiego i Wyspowego z Gorcami. Z widokiem na Dunajec i góry. W pobliżu większej miejscowości o ciekawej historii. Wszak szlak jeden, ale autobus z Warszawy przyjeżdża – pomyśleliśmy. Cali zaciekawieni pojechaliśmy do Łącka, stolicy śliwowicy i sadów, obejrzeć pierwsze gospodarstwo, które spełniało większość naszych wymagań.

Dom, ponad stuletni z budynkami gospodarczymi, znajdował się na zboczu góry, przy urwisku. Sąsiedztwa praktycznie żadnego, więc z niecierpliwością czekaliśmy wyjazdu. ALE! A to raz się pogoda zepsuła, a że kierowca ze mnie słaby, odwagi brakło. A to ekipa dodatkowa zmieniła plany i tak dopiero przed świętami wielkanocnymi udało nam się wybrać na oględziny.

Jedziemy!

Po pokonaniu wielu kilometów, przedarciu się przez śnieżyce, deszcze, wiatry, znowu śnieżyce i deszcze udało się dotrzeć na umówione spotkanie w biurze nieruchomości w Mszanie Dolnej. Niestety z tym wiąże się nasze pierwsze rozczarowanie. Reprezentatnka tegoż biura nie zechciała się pojawić i praktycznie w ostatniej chwili oddelegowała koleżankę. Koleżanka bez auta, więc stanęliśmy przed wyborem: abo robimy dodatkowe 60 km i panią podwozimy, albo nie oglądamy domu. Cóż, czasem się trzeba poświęcić, więc zgarnąwszy Panią pognaliśmy do Łącka. Jakież było nasze zdziwienie, ze dom wcale nie w Łącku, a kilka km obok, (lu: inna chałupa była oddalona ponad 7 km od miejscowości w której była – rozumiem troskę sprzedawcy o swój zarobek, ale bez przesady…) i że dalej od jedynego szlaku niż się mogliśmy spodziewać. To taki chwyt biur nieruchomości? Nie podają dokładniejszej lokalizacji domów, żeby… właściwie, żeby co?

Po co? Wiadomo – kasa. Okazuje się, że jest to powszechna taktyka biur, bo przecież kto by chciał płacić dodatkowo za nieruchomość parę tysięcy złotych, tylko za to, że ktoś nam ją pokazał? Jak już się postawi takie pytanie, to w internecie można znaleźć odpowiedź 2,5-3% prowizji dla biura [źródło]. Jedna z najtańszych chałup, po stargowaniu, pewnie koło 100 tys. zł. To łatwo sobie policzyć. Nasze biuro zażyczyło sobie 3,69%. Za co?! Trochę byłbym zażenowany płacąc komuś za taką obsługę prawie cztery tysiące złotych… Wolałbym już powędrować/pojeździć po okolicy, rozwiesić ogłoszenia, popukać do drzwi i pytać.

Oglądamy dom.

Jedno spojrzenie, jeszcze w aucie, wystarczyło nam, żeby zrozumieć, że to nie to. Ale poszliśmy. Uroczym wąwozem, który zimą pewnie zamienia się w jakiś transportowy mordor. Ale nic to, nawet lepiej! Wspięliśmy się i oczom ukazało sie urocze podwóreczo:

DSC_0015

Furia była zachwycona. Jakby już wiedziała, że to jej miejsce. A Państwo jednak niezbyt. Pominę tu nieprzygotowanie Pani z biura nieruchomości, bo szkoda nerwów. Niestety, po bliższych oględzinach panów Inżynierów okazało się, że rzecz niewarta jest zachodu… gdyż:

DSC_0021

Jeden Inżynier mówi – To nic. Drugi mówi – Chcesz mieć larwy? A ja myślę sobie, że co z tego, skoro tak pięknie. I sad, i strumyk, i budynki, i winorośle, i trawa zielona by była…

Gospodarstwo całkiem okazałe, bo 88 arów. W stanie, takim jak się spodziewaliśmy, do totalnego remontu. Za blisko jednak urwiska. W zbyt słabym stanie. Ale może i to byśmy znieśli i naprawili. Największym problemem jednak okazał się… hałas. Tak. Hałas od drogi krajowej. Aczkolwiek widok ukardł mi trochę serce. I fakt, że w granicach działki był też kawałek lasu, i źródełko…

DSC_0018

Cóż z tego, skoro hałas nawet większy niż w naszym warszawskim mieszkaniu? Wszystkie zalety tego miejsca zostały zniwelowane przez szumiące samochody i fatalne, w ostatecznym rozrachunku położenie względem szlaków turystycznych.

Życie sumą doświadczeń

Ten dom nauczył nas wiele. Skonkretyzowały się nasze oczekiwania. Wiemy jak postępować z biurami nieruchomości. Jakie zadawać pytania i na co zwracać uwagę podczas oględzin. Mimo, że nie będzie naszym siedliskiem, to jest ważny. Właśnie dlatego, że jest tym pierwszym.

Tymczasem, nasze oczy skierowały się bardziej na zachód…

Wciąż szukamy kasy ;)

Spectacle.Z11279

Grzebiąc po stronach gmin natrafiliśmy na ciekawą informację. Otóż na terenie, na którym znajduje się nasz dom, funkcjonuje coś takiego jak LGD – Lokalna grupa działania. Stowarzyszenie ma w swoich celach między innymi:

podejmowanie inicjatyw i działań mających na celu: rozwój przedsiębiorczości, kapitału ludzkiego, społeczeństwa obywatelskiego i informacyjnego, aktywizacje gospodarczą i zawodową, przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu i cyfrowemu, przeciwdziałanie patologiom społecznym, propagowanie zdrowego trybu życia oraz rozwój produktów regionalnych, turystyki i agroturystyki oraz zachowanie dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego

Wygląda jakby ten punkt był pisany z myślą o nas!

Napisaliśmy więc maila do Grupy. Oczywiście, dotacja, o której pisaliśmy nie jest skierowana do nas, ale do przedsiębiorstw, ale pani zachęciła nas do tego, by zadzwonić i porozmawiać.

I zadzwoniliśmy!
Okazuje się, że projekty turystyczne są tam jak najbardziej mile widziane i całkiem fajnie dotowane. Dotacja nie może, niestety, dotyczyć samego kupna nieruchomości, ale już remont czy wyposażenie jak najbardziej wchodzą w grę.

Ponadto Pani napisała o innych grupach działania i, jak się okazuje, to nie jest szczęśliwy traf, że „u nas” taka się znajduje, tego jest mnóstwo! Tutaj można znaleźć mapkę.

O MDM już pisaliśmy, więc tylko napomknę.

Jak się okazuje, trzeba też ciągle trzymać rękę na pulsie, ponieważ nawet rząd potrafi zaskoczyć w tej sytuacji, proponując dotacje nawet do pół miliona.

Unia Europejska, oczywiście, też ma coś do zaproponowania. Ba!, nawet są wyszukiwarki dotacji.

Warto też poszukać czegoś pomiędzy, tj. inicjatyw wojewódzkich. Np. Małopolska ma swój portal o dotacjach. UE dla Małopolski też 😉

 

Wygląda na duże pole do popisu.

 

Fajną rzecz podpowiedział nam też przyjaciel:

(…) na początku należy pójść do kuratorium i dowiedzieć się gdzie w górach, w jakiej wsi szukają nauczycieli. Następnie udać się do wójta lub innego urzędnika i powiedzieć ze chcecie się przenieść w góry i chcecie mieć dom.
Jest duże prawdopodobieństwo ze od gminy moglibyście dostać i ziemie, i postawiliby wam dom (zebraliby fundusze i siłę roboczą) byle tylko znalazła się para która chciałaby uczyć ich dzieci i okoliczne wioski.

Ja sam w prawdzie nie mam (jeszcze?) uprawnień do uczenia w szkołach, ale takie uprawnienia, to jest kwestia ukończenia trzysemestralnych studiów. Kasi też spodobał się ten pomysł, ale to jeszcze rzecz do przemyślenia/oswojenia się…

Linki, linki!

rusted-chain-links-1543555.jpgimg

W naszym menu pojawiła się nowa strona. Będziemy tam wrzucać linki do ciekawych stron nieopisanych wcześniej na blogu. Warto tam czasem zajrzeć, bo to taka piguła, ale jeszcze nie przetrawiona przez nas 😉

Fajne linki

Przy okazji wspieramy blogi naszych znajomych:

Przyjaciele

Póki co nielicznie, ale to na pewno się zmieni 😉 Linki znajdziecie pod strzałką w prawym, górnym rogu strony.

Ile pieniędzy tak na prawdę nam potrzeba?

Spectacle.J22447Więc założyliśmy, że szukamy domu do 120 tys. zł.

Jak się okazuje można całkiem nieźle się stargować, bo ponad 5% [źródło (2013) – 6,3%, źródło (2016) – 4%, źródło (2017) – 7%] – mowa oczywiście o rynku wtórnym. W artykułach poruszana jest kwestia głównie mieszkań i w terenach, gdzie tego „towaru” jest dużo, ale umówmy się, że możemy i my coś takiego przyjmować.

Autorzy zwracają również uwagę na „łatwość negocjacji” w przypadku mieszkań do odświeżenia lub remontu. Nie ma się co łudzić, że dom za 120 tys. będzie wymagał poważnego remontu. 😉

Więc, wychodzi nam 120 * 95% = 114 tys. zł. – tyle faktycznie wyniesie nas sam zakup. Z tego 20% powinniśmy mieć jako wkład własny – 22,8 tys. zł.

Do tego trzeba doliczyć – w najgorszym wypadku – cenę całej konstrukcji dachu (wariant pesymistyczny). Wersja „tania”, bez dodatków typu okno czy rynny oraz bez dogrzewania, to koszt ponad 16 tys. dla domu 120 m2. Dla nas – 80 m2 – 11 tys. zł. Oczywiście, blachodachówka i brak okien, to nie są rzeczy które nas cieszą, ale też nie bądźmy aż takimi pesymistami – dach w fatalnym stanie to duży potencjał na targowanie ceny nieruchomości. Warto też zwrócić uwagę na to, że robocizna to około 4 tys. zł. Nie jestem fachowcem, więc nie wszystko zrobię sam, ale może coś się da tutaj ugrać. 😉

Zastanawiałem się też nad koniecznością instalacji „od razu” kuchni z płaszczem wodnym (idąc dalej instalacja ogrzewająca dolne pomieszczenia – podłoga), ale z drugiej strony nie widzę, by było to niezbędne… – 3 160 zł (kuchnia) + 1 885 (komin) + montaż. Pewnie około 5 tys.

Dobra, czyli różne wersje będą nas różnie kosztować. Próbowałem to opisać, ale chyba lepsza do tego będzie tabelka, co?

Cena nieruchomości Stargowanie Wkład własny Dach Kuchnia i komin Opał i życie przez pół roku + przeprowadzka Kwota na start
120000 0,00% 10,00% Nic 0 Tak 5000 11000 28000
Nie 0 23000
Remont 8000 Tak 5000 36000
Nie 0 31000
Wymiana 16000 Tak 5000 44000
Nie 0 39000
20,00% Nic 0 Tak 5000 40000
Nie 0 35000
Remont 8000 Tak 5000 48000
Nie 0 43000
Wymiana 16000 Tak 5000 56000
Nie 0 51000
5,00% 10,00% Nic 0 Tak 5000 27400
Nie 0 22400
Remont 8000 Tak 5000 35400
Nie 0 30400
Wymiana 16000 Tak 5000 43400
Nie 0 38400
20,00% Nic 0 Tak 5000 38800
Nie 0 33800
Remont 8000 Tak 5000 46800
Nie 0 41800
Wymiana 16000 Tak 5000 54800
Nie 0 49800
10,00% 10,00% Nic 0 Tak 5000 26800
Nie 0 21800
Remont 8000 Tak 5000 34800
Nie 0 29800
Wymiana 16000 Tak 5000 42800
Nie 0 37800
20,00% Nic 0 Tak 5000 37600
Nie 0 32600
Remont 8000 Tak 5000 45600
Nie 0 40600
Wymiana 16000 Tak 5000 53600
Nie 0 48600

Tak więc: najlepiej – 22 tys., najgorzej – 56 tys.